„Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić – to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz”. Albert Einstein.

Niedawno dowiedziałem się o kampanii „Plain English”, która już od wielu lat stara się przekonać organizacje rządowe oraz korporacje do upraszczania swojego sposobu komunikacji. Informacja ta jest trochę odgrzewana, bo organizacja ta działa w UK ponad 30 lat, ale dla nas bardzo aktualna.

W pierwszej chwili pomyślałem sobie – fantastyczny pomysł. U nas też jest taka potrzeba … choć nie każdy ją widzi. Kto mógłby zająć się jej wdrożeniem? Komu najbardziej na tym zależy? Kto ma największe kompetencje? W tym momencie przypomniałem sobie humorystyczną sytuację, która miała miejsce w polskim środowisku naukowym. Historię tę opisuje Wiktor Niedzicki w swojej książce „Sztuka prezentacji w nauce, biznesie, polityce”.

Autor opowiada, iż nie dziwi się już zachowaniom polskich naukowców oraz pracowników uczelni. Z zazdrością patrzy na ich kolegów z Zachodu, którzy przed kamerą potrafią fantastycznie „sprzedać” swój pomysł lub nowy projekt. Znają oni siłę mediów i wiedzą, że ich wypowiedzi potrafią wpłynąć na wielomilionowe dofinansowania.

Największym zaskoczeniem był dla niego jeden profesor, który przez dobrych kilka lat przebywał na Zachodzie. Widział jego wystąpienia i był pełen podziwu, jak sprawnie, zwięźle i zrozumiale potrafi mówić o swojej pracy. Kiedy ten profesor zjawił się w kraju, Pan Wiktor chciał zrobić z nim wywiad. Nie dziwię się – był idealnym materiałem na reportaż.

Jak bardzo się zdziwił, kiedy ten sam profesor, który jeszcze kilka lat temu dawał wspaniałe wywiady zagranicą, zaczął dukać do kamery. Stał bokiem, ignorował odbiorcę i mówił niezrozumiałym żargonem. Zupełnie inny człowiek.  Po zakończeniu zdjęć, Wiktor Niedzicki podszedł do niego i zapytał się grzecznie, skąd taka zmiana. W odpowiedzi profesor powiedział, że polskie środowisko naukowe odwróciłoby się do niego plecami, gdyby zaczął mówić inaczej. On musiał to zrobić, aby zachować twarz. W polskim światku naukowym byłby oskarżony o bagatelizowanie nauki, wręcz profanację. O tak ważnych rzeczach trzeba mówić długo i niezrozumiale.  (więcej takich kwiatków znajdziesz w książce, polecam).

Rozmawiałem o tym ze znajomym – młodym człowiekiem wykładającym na uczelni wyższej. Potwierdził to bez pokazania żadnych emocji. Nie wiem, co bardziej mnie zdziwiło, historia z książki, czy pełna akceptacja młodych ludzi, co do takiego status quo.

Pytanie – Kto mógłby wdrożyć kampanię „Prosty polski”? – pozostawiam otwarte.